Blog > Komentarze do wpisu

Dziewczyny Bonda - odcinek ostatni

No i tak dobrnęliśmy do ostatniej porcji dziewczyn Bonda. Przez kolejne niedziele cofaliśmy się w bondowskich fascynacjach kobiecych. Przebrnęliśmy przez pół wieku i dziś pora na rok 1962. Czyli „Dr No” - pierwszy film z oficjalnego cyklu. Panie były w nim dwie, obie zresztą już pojawiły się na łamach tego blogu. Najpierw Bond romansował z Sylvią Trench – tej pani poświęciłem już osobny wpis. Zagrała ją Eunice Gayson, angielska aktorka, której poprzednim filmem (przed ulegnięciem agentowi 007) była produkcja Hammera pod uroczym tytułem „Zemsta Frankensteina”. O taka:

 

Ale oczywiście największą gwiazdą „Dr No” była Ursula Andress. Dla wielu fanów do serii to niedościgniony wzorzec dziewczyny Bonda. Ba, sam Ian Fleming był tak zachwycony jej kreacją, że umieścił aktorkę w fabule swej kolejnej książki o 007: w jednej ze scen „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” w kawiarni pojawia się Ursula we własnej postaci. Co zachwycało (a dzięki filmom zachwyca do dziś) w tej pani? A zobaczcie sobie:

 

Nikogo więc chyba nie dziwi, że gdy pięć lat później powstawała radosna wariacja na Bonda, czyli pierwsze „Casino Royale” to do głównej roli żeńskiej zatrudniono tam wzorcową pierwszą dziewczynę Bonda, właśnie Ursulę Andress (ten sam patent powtórzono potem przy „Nigdy nie mów nigdy więcej” - któż lepiej mógł zagrać 007 w konkurującym z oficjalnym cyklem filmie niż pierwszy Bonda, Sean Connery?). Ale „Casino Royale” to nie tylko Ursula. Pojawiło się tak jeszcze kilka pięknych pań z których dziś najbardziej rozpoznawalna jest z pewnością Deborah Kerr. Przynajmniej dla mnie. Choć pewnie nie tylko dla mnie – w końcu aktorka ta dostała honorowego Oscara za całokształt, a w swoim czasie aż sześciokrotnie ją do tej nagrody nominowano (m.in. za filmy „Król i ja” czy „Stąd do wieczności”). Pamiętacie Deborah?

 

Aktorka na którą teraz pora też ma Oscara na koncie. Choć dostała go szesnaście lat po swoim występie w Bondzie. Bo został nam jeszcze jeden film do całkowitego zamknięcia naszej listy. Przed chwilą o nim już wspomniałem: „Nigdy nie mów nigdy więcej” - efekt sądowych wyroków, dzięki którym ktoś poza Broccollim miał prawo nakręcić film z Bondem w roli głównej. O samym filmie kiedyś opowiem więcej, dziś dość powiedzieć, że powstał w 1983 r. a główną rolę żeńską zagrała tam trzydziestoletnia Kim Basinger. To było jeszcze przed „Randką z nieznajomą”, przed „9 i pół tygodnia”, przed „Batmanem” no i oczywiście przed jej Oscarowymi „Tajemnicami Los Angeles”. Kim to aktorka nie tylko piękna i uwodzicielska, ale też cudownie krzycząca. Posłuchajcie:

 

Obok Kim w „Nigdy nie mów nigdy więcej” zagrała jeszcze nikaraguańska piękność Barbara Carrera, która uparcie próbowała wkręcić się do Hollywood, ale obok tego Bonda największe jej osiągnięcia to jeden sezon w "Dallas" i partnerowanie Chuckowi Norrisowi w (moim zdaniem) najbardziej kultowym filmie w dorobku tego mistrza kopania z półobrotu. Rzecz się nazywała „Samotny wilk McQuade” i nie mogę się powstrzymać od przypomnienia kilku genialnych scen (w tym jednej z Barbarą):

 

No i na koniec Happy Birthsday! Bo jakoś się przypadkowo (albo i nie) złożyło, że oto dziś swoje siedemdziesiąte ósme urodziny obchodzi jedna z najważniejszych aktorek w historii serii o 007. Nigdy nie odważyłbym się nazwać Dame Judi Dench dziewczyną – jeśli już to z pewnością kobieta Bonda. Wszyscy wiemy jak wygląda M – zobaczcie jak wyglądała Judi Dench równo pięćdziesiąt lat temu – gdy w kinach debiutował „Dr No”:

 

niedziela, 09 grudnia 2012, kamil.smialkowski

Polecane wpisy

Komentarze
bartoszcze
2013/01/04 18:44:28
Ojej, ktoś jeszcze pamięta McQuade'a? :-)
-
2013/07/22 12:17:23
Ja ma teorię na te dziewczyny Bonda, wszyscy uważali że to były ładne kobiety, najładniejsze na świecie a na serio były przeciętne jak kocioł gazowy z blaszanego...