Blog > Komentarze do wpisu

Bill i Felix

No i jak? Widzieliście już? Wiecie, która z dziewczyn Bonda zginie? A która z pewnością pojawi się w kolejnym filmie?

No bo przecież Bond znowu obrasta w stałych aktorów drugiego planu. Najdłużej i nieomal bez przerw jest z nim M. Ale jest jeszcze szef sztabu MI6 Bill Tanner, który gdzieś trochę bardziej z tle, ale wraca w kolejnych filmach. Tym razem zabrakło kumpla Bonda z CIA Felixa Leitera, za to po dwóch filmach przerwy wraca Q. I wygląda na to, że zadomawi się w serii, więc zobaczymy go najpewniej ponownie za 2 lata. Bo ponoć następny Bond już za dwa lata. Craig wróci, a właśnie oficjalnie ogłoszono, że scenariusz będzie pisał John Logan – tenże sam, który maczał swój długopis przy „Skyfall”. No i znowu sami oceńcie (jeśli już obejrzeliście) czy to dobrze, czy źle? Logan to stary hollywoodzki rzemieślnik z trzema nominacjami do Oscara („Gladiator”, „Aviator”, „Hugo i jego wynalazek”) - czy dobrze się czuje w butach 007? Kwestia gustu. Wiadomo, że do roli wróci Craig (chyba, że rzecz się znowu przeciągnie na więcej niż 2 lata – wtedy oczywiście nic nie wiadomo). A ciekawe są swoją drogą mocno ostatnio nagłaśniane plotki, że następny Bond mógłby być czarny. Od lat wiadomo, że o tej roli marzy Will Smith (ale jego obsadzenie jest równie prawdopodobne jak Robbie'go Williamsa). Idris Elba? Ja tam mimo wszystko wątpię. Bo co to miałoby być? Sensacyjna wersja „Blackuli”?
Ale ja dziś nie o tym. Proponuję w spokojną bondowską sobotę przyjrzeć się właśnie mistrzom drugiego (a może nawet trzeciego) planu serii o 007 – Billowi Tannerowi i Felixowi Leiterowi. W „Skyfall” ten pierwszy jest (podobnie jak w „Quantum of Solace”). Zabrakło drugiego, ale on z kolei pojawił się w dwóch poprzednich filmach z Craigiem. Wcześniej obaj bywali w serii (podobnie jak w powieściach Fleminga) a aktorów grających te postacie zmieniano jak rękawiczki.
To najpierw Bill:
U Fleminga to przełożony i przyjaciel Jamesa Bonda. Pojawia się już w pierwszej powieści „Casino Royale”, jako prawa ręka M. i zwykle, gdy 007 przebywa w siedzibie firmy Tanner też tam się gdzieś kręci. W filmach dla uproszczenia fabuły (i struktury MI6) jego postać pomijano. Po raz pierwszy pojawił się dopiero w „Człowieku ze złotym pistoletem”, jako uczestnik narady i nawet nie jest wymieniony w napisach końcowych. Poważniejszą rolę dostał dopiero w „Tylko dla Twoich oczu”, gdzie jego postać praktycznie zastąpiła M (był to efekt śmierci Bernarda Lee, aktora, który wcielał się w M przez siedemnaście lat). Gdy w latach dziewięćdziesiątych obowiązki M. objęła Judi Dench, Bill Tanner okazał się trochę bardziej pomocny i potrzebny. Jego postać pojawiła się w dwóch filmach z okresu Brosmana („GoldenEye” i „Świat to za mało”) - zagrał go wtedy Michael Kitchen - i dwóch za Craiga. I właśnie bieżącym Tannerem jest Rory Kinnear – z pewnością zauważyliście go w „Skyfall”, bo faktycznie dano mu tu i nie raz pokazać się przed kamerą i sporo kwestii mówionych. Czy wróci w kolejnym Bondzie? Są spore szanse, tym bardziej, że Kinnear coraz częściej obstawia też postać Tannera w bondowskich grach komputerowych. Ma już na koncie dwie - „GoldenEye 007” i „Blood Stone” i trzecią w zapowiedziach.
Drugim bohaterem dzisiejszego wpisu jest Felix Leiter, czyli przyjaciel i współpracownik Bonda z bratniego CIA. Amerykanin, który również po raz pierwszy pojawia się w powieści „Casino Royale”, gdzie pomaga Bondowi w starciu z Le Chiffre'm. A kiedy w drugiej powieści „Żyj i pozwól umrzeć” Bond trafia do Nowego Jorku, Leiter tam już na niego czeka. Niestety ta fabuła nie kończy się dla Felixa najlepiej. Agent co prawda dożywa jej końca, ale trudno być szpiegiem z ręką i nogą zjedzonymi przez rekina. Kiedy więc spotykamy Felixa po raz trzeci nie pracuje już w CIA – z protezą nogi i hakiem w miejsce dłoni jest detektywem prywatnej Agencji Pinkertona i wspólnie z Bondem tropi przemytników diamentów w „Diamenty są wieczne”. Wraca jeszcze nie raz – praktycznie towarzysząc 007 do końca jego oryginalnych literackich przygód. Pojawia się bowiem nawet w ostatniej powieści Fleminga „Człowiek ze złotym pistoletem”.
Tak ciekawej postaci filmowcy nie mogli zmarnować, acz trzeba przyznać, że potraktowali ją mocno po macoszemu. Bo jak inaczej nazwać fakt, że na dziewięć filmów z Leiterem tylko dwukrotnie postać tę zagrał ten sam aktor. Przede wszystkim ostatnio – gdy w dwóch poprzednich przygodach z Craigiem zagrał go nadzwyczaj sugestywnie Jeffrey Wright. Przed laty aktorem, który powrócił jako Leiter był David Hedison. Zagrał tę postać w „Żyj i pozwól umrzeć” (pierwszym Bondzie z Rogerem Moore'm) i po szesnastu latach w „Licencji na zabijanie” (drugim i ostatnim z Timothy'm Daltonem). Można by rzec, że dogoniło go fatum rekina. Bo podczas gdy za pierwszym razem oszczędzono mu w wersji filmowej spotkania z bestią, to właśnie ta sekwencja jest zawiązaniem fabuły drugiego filmu. Oto Leiter bierze ślub, a tuż po nim zły i mściwy gangster Franz Sanchez zabija żonę (to lustrzane odbicie tego, co przed laty spotkało samego 007 w „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”) a Felixa rzuca rekinom. Ciąg dalszy „Licencji na zabijanie” to prywatna zemsta Jamesa Bonda.
Zanim Leiter został okaleczony pojawił się w sumie w sześciu Bondach oficjalnych (powtarzam - za każdym razem grał go ktoś inny) i w dwóch spoza serii (telewizyjny „Casino Royale” z 1954 r. i „Nigdy nie mów nigdy więcej”). Potem nastąpiła siedemnastoletnia przerwa – widać producenci nie chcieli mieszać w i jak skomplikowanym bondowskim continuum a nie uważali inwalidy za postać, która może im się na coś przydać. Miejsce Leitera zajęli inni agenci CIA. Dopiero w „Casino Royale” z 2006 r. które miało być przecież restartem opowieści o Bondze Leiter mógł wrócić, by na nowo poznać agenta 007 i przeżyć ich pierwszą wspólną akcję.
Zobaczcie sobie szybki przegląd Leiterów z oficjalnej serii:

 

Jak widać bieżący Felix Leiter (Jeffrey Wright) jest czarnoskóry. Podejrzewam więc, że jeśli kiedykolwiek zmienią kolor skóry 007 to Wright (w imię parytetów rasowych ) nie wróci już do tej roli.

I jeszcze małe przeprosiny. Nie wiem, czy ktoś już zauważył, że staram się ten blog prowadzić w rytmie poniedziałek/środa/piątek/niedziela. Jeśli tak, to przepraszam za opóźnienie wczorajszego posta, ale faktycznie tyle się z tym Bondem dzieje medialnie, że ledwo wyrabiam.
Ot, chociażby proszę – tu można sobie przeczytać (a nawet odsłuchać) co o Bondzie miałem do powiedzenie w Polskim Radiu:

http://www.polskieradio.pl/24/286/Artykul/711746,Nowy-James-Bond-po-raz-pierwszy-nie-daje-rady

A tu „Pytanie na śniadanie” - dziś rano kilka minut porozmawialiśmy o Bondzie:

http://www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/czerwony-dywan/czerwony-dywan-james-bond/8919474

Większą audycję o Bondzie z moim udziałem będziecie mogli wysłuchać w Programie Drugim Polskiego Radia we wtorek wieczorem.

Ale tu zobaczymy się wcześniej.

sobota, 27 października 2012, kamil.smialkowski

Polecane wpisy